---
Branża lotnicza w Europie w kryzysie przez potężne wzrosty ceny paliwa. Rozpoczął się proces ograniczania kosztów. Lufthansa wycofuje 30 starszych samolotów, wykorzystywanych do tej pory przez jej spółkę zależną CityLine. Uziemione będą starsze Airbusy i Boeingi obsługujące dłuższe trasy, a w sezonie zimowym z grafiku zniknie kilka kolejnych pięć maszyn latających na krótszych dystansach.
Jeśli w miejsce wycofanych samolotów nie pojawią się nowe – a dziś nikt tego nie zapowiada – oznaczać to będzie także redukcję liczby połączeń. Prognozy z ostatnich tygodni sugerują, że taka będzie konsekwencja wzrostu cen paliwa lotniczego. Możliwe również, że paliwa tego w wakacje po prostu zabraknie – obecne zapasy w Europie, jak wyliczyła Międzynarodowa Agencja Energetyczna, wystarczą na sześć tygodni. Ryanair dostawy ma zapewnione do połowy maja.
W podobnym tonie wypowiadają się przedstawiciele Lufthansy i Virgin Atlantic – jeśli w Zatoce Perskiej nic się nie zmieni, paliwa może zacząć brakować za kilka tygodni. Większość paliwa europejskie linie sprowadzają z importu, bo lokalne rafinerie nie mają odpowiednich mocy przerobowych. Dotąd kluczowym kierunkiem była właśnie Zatoka Perska i zastąpienie tych dostaw innymi źródłami jest dziś poważnym problemem.
---
Opozycja na Węgrzech wygrała wybory parlamentarne w przygniatającym stylu, zdobywając ponad dwie trzecie mandatów. To wynik, który pozwala samodzielnie zmieniać konstytucję. Zmiana władzy w Budapeszcie może też oznaczać większe szanse na odblokowanie funduszy unijnych dla Węgier, a więc i szybszy wzrost gospodarczy.
Program polityczny zwycięzców zakłada dołączenie do strefy euro – pomysł, który w ubiegłorocznym sondażu Eurobarometru poparło ponad siedemdziesiąt procent Węgrów. Lider TISZY Peter Magyar już po wyborach potwierdził, że zamierza wprowadzić swój kraj do wspólnej waluty, choć zastrzegł, że nie jest w stanie podać konkretnej daty. Jego rząd zaplanuje całą mapę drogową wchodzenia do euro po tym, jak dokona przeglądu stanu gospodarki.
Jeśli Węgry faktycznie wejdą do strefy euro, poza nią pozostanie już tylko pięć państw unijnych – Polska, Czechy, Rumunia, Dania i Szwecja. Przy czym Rumunia w ostatnich miesiącach również wyrażała zainteresowanie przyjęciem wspólnej waluty. Sama strefa liczy dziś dwadzieścia jeden państw – ostatnim, które do niej dołączyło w styczniu tego roku, jest Bułgaria.
---
Ciekawe rzeczy dzieją się na Litwie. Tamtejszy rząd, realizując obietnicę wyborczą, umożliwił obywatelom wycofanie pieniędzy zgromadzonych w litewskich odpowiednikach funduszy OFE. Bloomberg podaje, że wnioski składane w pierwszym kwartale dotyczyły aż 3 miliardów euro – około czterdziestu procent aktywów w funduszach. Po pieniądze zgłosiło się pół miliona osób, przy populacji Litwy na poziomie dwóch milionów ośmiuset tysięcy.
Gospodarka Litwy ma wielkość około stu miliardów euro rocznie, więc wypłacone niemal trzy miliardy to ponad dwa i pół procent PKB. To tak, jakby Polacy wypłacili nagle z funduszy emerytalnych sto dziesięć miliardów złotych. Średnia wypłata na Litwie to pięć tysięcy sześćset euro – równowartość blisko dwudziestu czterech tysięcy złotych. Prezydent Litwy zaapelował, by wycofane pieniądze zainwestować, a jeśli już wydawać – to mądrze.
Według banku SEB Bankas wartość transakcji kartami płatniczymi w ostatni weekend była o dwadzieścia procent wyższa niż rok wcześniej. Litwini w połowie kwietnia wydają w sklepach więcej niż w grudniu, w szczycie sezonu przedświątecznego. Większość tych pieniędzy trafia do sklepów meblowych, do jubilerów i na markety ze sprzętem RTV. Litewski bank centralny ocenia, że fala dodatkowych zakupów przyspieszy konsumpcję, ale efekt będzie krótkotrwały – w drugiej połowie roku gospodarka ponownie spowolni.
---
Polskie firmy zainwestowały za granicą piętnaście i pół miliarda złotych. To 5,5% więcej niż rok wcześniej – podał Narodowy Bank Polski. Największe wartości odnotowano w przypadku Wielkiej Brytanii, Holandii i Szwajcarii, gdzie dominowało finansowanie dłużne, czyli pożyczki polskich firm dla miejscowych spółek, najczęściej zależnych. Największe inwestycje kapitałowe – takie, które są trwałym wkładem, a nie pożyczką – trafiły do Turcji, na Litwę i do Czech.
Ekspansja polskiego kapitału za granicę systematycznie się rozszerza, ale jej skala jest nadal wyraźnie mniejsza od ruchu w przeciwną stronę. W dwa tysiące dwudziestym piątym roku wartość zagranicznych inwestycji bezpośrednich w Polsce sięgnęła sześćdziesięciu jeden miliardów złotych - wzrost o 8,5%.
Nowe inwestycje w kapitał spółek w Polsce wyniosły dziesięć miliardów złotych. Jednocześnie pożyczki udzielane przez zagraniczne firmy swoim polskim spółkom zmalały o piętnaście miliardów – co oznacza, że firmy z udziałem kapitału zagranicznego powoli się oddłużają. Dominującą formą pozostaje tak zwane reinwestowanie zysków, czyli zatrzymywanie ich w polskich spółkach zamiast transferowania za granicę. Jego wartość w ubiegłym roku wyniosła sześćdziesiąt sześć mld złotych.
---
Być może słowo „wściekł się" byłoby przesadą, ale Władimir Putin z pewnością nie jest zadowolony z ostatnich danych o rosyjskiej gospodarce. Zwołał transmitowane w telewizji zebranie i wyraził na nim swoje głębokie niezadowolenie. Chodzi o spadek rosyjskiego PKB w ciągu dwóch pierwszych miesięcy tego roku o 2% rok do roku.
Rosyjska gospodarka od kilku lat radzi sobie słabo, obciążona kosztami wojny i sankcjami. W 2025 urosła realnie tylko o jeden procent, ale powrotu do recesji raczej tam nie przewidywano. Rosyjski rząd od razu stwierdził, że tegoroczny spadek to nic wielkiego i chodzi wyłącznie o efekt kalendarzowy, związany z mniejszą liczbą dni roboczych w styczniu i lutym. I właśnie to tłumaczenie zirytowało Putina.
Na spotkaniu z ministrem finansów, szefową banku centralnego i doradcami ekonomicznymi prezydent stwierdził, że na pewno nie chodzi tylko o kalendarz – gdyby go pominąć, wzrost byłby zerowy – w związku z czym zażądał raportów tłumaczących, dlaczego wskaźniki wypadają gorzej od oczekiwań. Każdy rosyjski ekonomista wie, że główną przyczyną jest kosztowna wojna, ale raczej żaden nie powie tego Putinowi wprost. Marzec prawdopodobnie przyniósł poprawę – dane pojawią się na początku maja, a Międzynarodowy Fundusz Walutowy podniósł właśnie prognozę wzrostu PKB Rosji w tym roku z 0,8% do 1,1%.
---