---
Rząd przyjął projekt ustawy o Osobistych Kontach Inwestycyjnych. To jeden z ważniejszych krajowych tematów dla rynku kapitałowego, bo OKI mają być nowym narzędziem oszczędzania i inwestowania dla osób fizycznych. Rachunki pozwolą inwestować w akcje, fundusze i inne instrumenty finansowe z pełnym zwolnieniem podatkowym do stu tysięcy złotych wartości aktywów zgromadzonych na koncie. Wyjątkiem mają być aktywa mniej ryzykowne, takie jak lokaty czy obligacje skarbowe, gdzie limit zwolnienia z podatku ma wynosić dwadzieścia pięć tysięcy złotych. Przepisy mają wejść w życie od początku dwa tysiące dwudziestego siódmego roku.
OKI nie likwidują podatku Belki ani nie wprowadzają w nim żadnych zmian, ale stwarzają prosty sposób na jego uniknięcie dla wszystkich, którzy mają mniej niż sto tysięcy złotych oszczędności. Powyżej tego progu naliczany będzie co roku podatek od wartości aktywów. Stopa opodatkowania ma w dwa tysiące dwudziestym siódmym wynieść zero przecinek osiemdziesiąt pięć procent, a w kolejnych latach ma zależeć od głównej stopy procentowej w NBP. Podatek będzie płacony tylko od nadwyżki ponad próg, a nie od całości aktywów. Od dwa tysiące trzydziestego roku kwota zwolniona z opodatkowania ma być waloryzowana o inflację.
Co istotne, OKI nie mają być klasycznym kontem emerytalnym z zamrożeniem pieniędzy. Rachunek będzie dobrowolny, a środki dostępne w dowolnym momencie. Jedna osoba będzie mogła mieć więcej niż jedno OKI, a oferować je mają banki, domy maklerskie, fundusze inwestycyjne i zakłady ubezpieczeń. Według Ministerstwa Finansów uruchomienie OKI może okazać się realnym impulsem dla warszawskiej giełdy, jeśli produkt rzeczywiście przyciągnie pieniądze gospodarstw domowych z lokat i rachunków bieżących. Resort szacuje, że tą drogą do 2040 roku może trafić na giełdę dodatkowo około siedemdziesiąt cztery miliardy złotych.
---
Inflacja w Polsce w kwietniu wzrosła do 3,2% w skali roku, zamiast spaść – jak wynika ze wstępnych danych GUS. Analitycy spodziewali się odczytu na poziomie 2,9 %, po trzech procentach w marcu. W samym kwietniu ceny podniosły się o sześć dziesiątych procent w stosunku do marca, co także zaskoczyło rynek, bo prognozy mówiły o wzroście o cztery dziesiąte procent.
Z danych wynika, że średnie ceny paliw nie spadły mocno w kwietniu mimo obniżenia akcyzy i VAT-u, a droższe paliwa od początku marca zaczynają wpływać na inne kategorie towarów i usług. W efekcie rośnie też inflacja bazowa. Według ekonomistów z kilku banków podskoczyła ona z dwóch i siedmiu dziesiątych procent w marcu do dwóch i dziewięciu dziesiątych albo trzech procent w kwietniu. To oznacza, że presja cenowa rozlewa się szerzej.
Niepokojąco wyglądają też oczekiwania konsumentów. Z badań CBOS wynika, że szybszego wzrostu cen w najbliższym czasie spodziewa się aż czterdzieści pięć procent badanych. Jeszcze w lutym takich odpowiedzi było tylko dwadzieścia dwa procent. Oczekiwania inflacyjne mają znaczenie, bo gdy rosną, sprzedawcom łatwiej wprowadzać podwyżki. Klienci są wtedy mniej skłonni szukać tańszych alternatyw.
---
Rada Polityki Pieniężnej zostawiła stopy bez zmian. Główna stopa NBP nadal wynosi trzy i siedemdziesiąt pięć setnych procent. Ale prezes banku centralnego powiedział wprost, że prawdopodobieństwo podwyżki stóp w Polsce na kolejnych posiedzeniach Rady wzrosło. Najważniejszy fragment konferencji dotyczył warunku, przy którym Rada mogłaby podnieść koszt pieniądza – jeśli inflacja przekroczy trzy i pół procent, i prognozy pokażą, że taki stan się utrzyma, będzie to bezpośredni powód do działania.
To wyraźna zmiana akcentów. Obniżka stóp w nadchodzących miesiącach nie została całkowicie wykluczona, ale Glapiński określił ją jako bardzo mało prawdopodobną. Podwyżki za to nazwał prawdopodobnymi, choć nie przesądzonymi. Na pytanie, czy prawdopodobieństwo podwyżki wzrosło od ostatniego posiedzenia, odpowiedział krótko – tak.
Jednocześnie Glapiński wskazywał, że obecna sytuacja różni się od poprzedniego kryzysu inflacyjnego. Nie ma tak silnego popytu jak po pandemii, dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw spowolniła do najniższego poziomu od pięciu lat, a zatrudnienie w przemyśle spada. Wszystkie te zjawiska powinny ograniczać presję cenową. Dla kredytobiorców i firm słowa prezesa NBP oznaczają, że scenariusz kolejnych obniżek stóp praktycznie zniknął z horyzontu. Koszt pieniądza może zostać na obecnym poziomie dłużej, a przy niekorzystnych danych inflacyjnych – nawet wzrosnąć.
---
Banki w Polsce po marcu mają dziewięć i pół miliarda złotych zysku netto, licząc od początku roku. To o 20% mniej niż rok temu o tej porze. Z danych wynika, że biznes bankowy cały czas ma się bardzo dobrze, a spadek zysków wynika praktycznie wyłącznie z wyższego opodatkowania. Mimo wyraźnie niższego oprocentowania kredytów niż rok temu, wynik odsetkowy banków wcale nie spada – w marcu sięgnął 9 mld złotych.
To efekt tego, że koszty odsetkowe w bankach spadają szybciej niż przychody odsetkowe. Banki obniżają oprocentowanie depozytów bardziej niż oprocentowanie kredytów. Do tego o jedenaście procent urósł wynik na prowizjach. W efekcie całkowite przychody operacyjne w sektorze były w marcu większe o 3% procent - 12 mld złotych.
Zysk brutto w sektorze bankowym w marcu był o prawie dwanaście procent większy niż rok temu 5 mld złotych. Ale tu wchodzi podniesiony od stycznia do 30% procent podatek dochodowy dla banków. Po jego potrąceniu zostaje trzy mld złotych zysku netto - o 7,5% mniej niż rok temu.
---
Europa znów ma problem z gazem. Norweska spółka Equinor ocenia, że Unia Europejska prawdopodobnie nie osiągnie celu 80% zapełnienia magazynów gazu przed zimą. Magazyny to jedno z głównych zabezpieczeń Europy przed skokami cen w sezonie grzewczym. Jeśli zapasy są wysokie, rynek spokojniej reaguje na chłodną zimę, zakłócenia dostaw LNG albo napięcia geopolityczne.
Przez ostatnie tygodnie ceny energii były podbijane przez wojnę USA–Iran. Dziś są o 40% wyżej niż przed wojną. Europa musi więc kupować gaz, konkurując z Azją o LNG. Efekt jest taki, że dziś europejskie magazyny zapełnione są tylko w 30% procentach.
Eksperci sądzą, że tej różnicy nie uda się nadrobić, bo kupujący nie spieszą się z zakupami, licząc na koniec wojny z Iranem i znaczący spadek cen gazu. Polska na tym tle wygląda nieco lepiej. Nasze magazyny gazu na początku maja wypełnione były w 45%.
---