---
Ukraińskie drony zaatakowały już ponad sto jednostek na Morzu Azowskim. Wśród celów znalazły się tankowce, masowce i holownik, a celem operacji — podaje dowództwo w Kijowie — nie jest zatapianie statków, ale unieruchamianie i rozbicie rosyjskiej floty. To małe i średnie tankowce przewożących ropę z portów kanału Wołga–Don do większych jednostek czekających na Morzu Czarnym. Ataki mają też utrudnić dostawy paliwa na Krym.
Operacja uderza w Rosję tam, gdzie boli najbardziej — w eksport surowców. Morzem Azowskim płynie około jednej czwartej rosyjskiego eksportu zbóż, a żegluga pozostaje ograniczona: statki nie mogą wchodzić ani wychodzić przez Cieśninę Kerczeńską i kanał azowsko-doński, choć rosyjskie władze formalnie żadnych restrykcji nie ogłosiły. Informacja o blokadzie wywindowała notowania pszenicy na giełdzie Euronext o cztery procent, do najwyższego poziomu od sześciu tygodni — Rosja jest największym eksporterem pszenicy na świecie i kluczowym dostawcą oleju słonecznikowego.
W najbliższych dniach rozstrzygną się dwie sprawy w tle tej wojny gospodarczej. W czwartek ukraiński parlament głosuje nad zmianami w rządzie — prezydent Zełenski ma zaproponować na stanowisko ministra obrony dotychczasowego szefa MSW. W Brukseli negocjacje nad 21 pakietem sankcji wobec Rosji, wymierzonym w banki, sieci kryptowalutowe i produkcję dronów.
---
Wojna morska toczy się także na drugim końcu mapy. Stany Zjednoczone bombardują cele w Iranie, a Teheran odpowiedział rakietami wymierzonymi w bazy w Kuwejcie i Jordanii. Jak podaje agencja Reuters, amerykańskie uderzenia trafiły w nadbrzeżne systemy obrony i wyrzutnie rakiet. Waszyngton przywrócił morską blokadę irańskich portów. Syreny alarmowe zabrzmiały w Bahrajnie, a Kuwejt zgłosił reagowanie na wrogie drony. Główny irański negocjator oświadczył, że jego kraj prowadzi z Ameryką wojnę egzystencjalną.
Stawką tej eskalacji jest Cieśnina Ormuz — jedyna morska brama, przez którą w normalnych warunkach przepływa około jednej piątej światowych dostaw ropy i skroplonego gazu. Trwający od końca lutego konflikt sprawił, że ruch praktycznie zamarł: zamiast 150 statków dziennie przez cieśninę przemyka ledwie garstka statków, a armatorzy — jak ustalił Reuters — zaczynają unikać nawet konwojów prowadzonych przez amerykańskie wojsko. Irańskie siły zaminowały środkowy tor wodny, spychając żeglugę na prowizoryczne trasy przy brzegach Omanu i Iranu.
Co dalej? Obie strony zapowiadają kontynuację. Prezydent Donald Trump utrzymuje, że Iran chce się porozumieć i wkrótce zostanie pokonany, a Strażnicy Rewolucji odpowiadają, że obecna faza operacji to dopiero niszczenie amerykańskiej infrastruktury ofensywnej w regionie — kolejna ma dopiero nadejść. Rynki na razie grają na przeczekanie: notowania ropy Brent po czterech sesjach wzrostów lekko spadły, do niespełna osiemdziesięciu pięciu dolarów za baryłkę.
---
Chińczycy przestają spłacać kredyty — złe długi gospodarstw domowych urosły w zeszłym roku o ponad jedną piątą. Ze spłatą zobowiązań mógł zalegać nawet co dziesiąty dorosły Chińczyk. Skalę problemu pokazuje opisana przez agencję Reuters historia 27-letniego pracownika firmy telekomunikacyjnej z prowincji Jiangsu: nigdy nie spóźnił się ze spłatą raty, a mimo to jego wnioski kredytowe są dziś odrzucane, bo zadłużenie sięgnęło stu czterdziestu tysięcy juanów — równowartości jego rocznej pensji.
Fala zaległości narasta w najgorszym możliwym momencie, bo podważa główny plan Pekinu na ratowanie gospodarki. Władze od miesięcy zachęcają obywateli do pożyczania i wydawania, próbując przestawić kraj na konsumpcję krajową — tymczasem dane z tego tygodnia pokazały najwolniejszy wzrost gospodarczy od ponad trzech lat. Ludowy Bank Chin naciska na banki komercyjne, żeby pożyczały śmielej, ale te robią dokładnie odwrotnie: zaostrzają kryteria, bo — jak mówią analitycy — po kredyty zgłaszają się dziś głównie klienci o najsłabszej wiarygodności, zamożniejsi ograniczają nawet użycie kart.
Ekonomiści sugerują, że prawdziwą barierą dla konsumpcji nie jest dostęp do kredytu, lecz stojące w miejscu dochody i słaba siatka bezpieczeństwa socjalnego. Wciskanie taniego kredytu ludziom, którym nie rosną pensje, może — ostrzegają — jedynie pogłębić problem.
---
Andy Burnham zostanie w poniedziałek premierem Wielkiej Brytanii — siódmym w ciągu dziesięciu lat. Choć o planie pierwszych stu dni mówi niewiele, agencja Reuters, rozmawiając z jego współpracownikami i doradcami, zrekonstruowała nową wizję rządzenia. Dotychczasowy burmistrz Wielkiego Manchesteru chce odbudowywać podupadłe poprzemysłowe miasta: publiczne pieniądze mają rozruszać budowę mieszkań, transport i rewitalizację, a w ślad za nimi przyjść ma kapitał prywatny. Symbolem podejścia jest miasteczko Middleton pod Manchesterem — dziś zdominowane przez wielki parking i sklepy charytatywne, jutro, według planów, miejsce z tysiącem dwustoma nowymi mieszkaniami i zielenią.
Ten plan to coś więcej niż urbanistyka — to polityczna odpowiedź na kryzys zaufania, który pogrążył poprzednika. Populistyczna partia Reform UK Nigela Farage'a prowadzi w sondażach właśnie dzięki gniewowi mieszkańców zapomnianych miast, a Burnham ma już dowód, że jego model działa: w Stockport program rewitalizacji wart dwa miliardy funtów przyciągnął sześćset milionów prywatnych inwestycji, powstało tam półtora tysiąca mieszkań, a ruch w centrum handlowym wzrósł rok do roku o czterdzieści procent.
Przed Burnhamem trzy lata do wyborów i bardzo wąskie pole manewru. Związał sobie ręce regułami fiskalnymi i obietnicą niepodnoszenia podatków dla pracujących, co zostawia niewiele miejsca na nowe wydatki.
---
Argentyna pokonała Anglię dwa do jednego w półfinale mistrzostw świata i w weekend zagra o tytuł z Hiszpanią. Anglicy prowadzili od pięćdziesiątej piątej minuty po golu Anthony'ego Gordona i do końcówki byli o krok od pierwszego finału od 1966 — a potem nadeszła Argentyna: w osiemdziesiątej piątej minucie wyrównał Enzo Fernandez, a w drugiej minucie doliczonego czasu zwycięską bramkę głową zdobyłMartinez. Przy obu trafieniach asystował Lionel Messi.
Dla Messiego, występującego najpewniej na ostatnim mundialu w karierze, to szansa na obronę tytułu sprzed czterech lat. Po drugiej stronie — rozpacz: kapitan Harry Kane przyznał, że po objęciu prowadzenia Anglicy próbowali tylko utrzymać wynik, a na tym poziomie to za mało.
Teraz przed Argentyną weekendowy finał z rozpędzoną Hiszpanią — starcie dwóch futbolowych filozofii. Mistrzowie świata po raz kolejny na tym turnieju wygrali mecz, który wydawał się przegrany, i właśnie ta umiejętność przetrwania czyni ich groźnym rywalem.
---