---
Ceny paliw w Polsce idą w górę szybciej, niż ktokolwiek zakładał. W hurcie w Orlenie w ciągu ostatniego tygodnia benzyna 95 podrożała o 28 groszy na litrze, a olej napędowy aż o 48 groszy. Co ważne, te wzrosty nie mają już nic wspólnego z lipcowym powrotem wyższego VAT-u — to czysty efekt tego, co dzieje się na świecie: ponownej eskalacji konfliktu w Zatoce Perskiej i ograniczenia eksportu paliw z Rosji.
Na pierwszy rzut oka rosyjski zakaz eksportu mógłby wydawać się dla nas bez znaczenia, bo Unia Europejska nie kupuje już rosyjskich paliw tak jak przed wojną w Ukrainie. Ale rynek diesla jest globalny. Jeśli odbiorcy z Afryki, Azji czy Ameryki Południowej nie mogą kupić paliwa z Rosji, zaczynają konkurować o dostawy z innych kierunków — i o te same baryłki walczą wtedy także Europejczycy. Dlatego rosyjska decyzja podnosi ceny nawet tam, gdzie rosyjskiego diesla formalnie nikt nie importuje.
W efekcie na stacjach w Polsce benzyna dziewięćdziesiąt pięć przekracza już siedem złotych za litr — tydzień temu mówiliśmy w tym miejscu, że to tylko kwestia czasu — a olej napędowy zbliża się do ośmiu złotych. Rząd nie chce wracać do kosztownego programu CPN i zapowiada sprowadzenie cen w dół czynnikami rynkowymi. Skoro jednak obniżki podatków nie ma na stole, a na rynki globalne wpływu nie mamy, w praktyce oznaczałoby to rezygnację Orlenu z części marży. Na razie nic na to nie wskazuje.
---
Japoński koncern Seven & I, właściciel sieci 7-Eleven jest — według agencji Nikkei — na końcowym etapie rozmów o zakupie pakietu akcji Żabki. Wartość inwestycji może sięgnąć kilku miliardów dolarów. Rynek zareagował natychmiast: w trakcie czwartkowej sesji akcje Żabki rosły o blisko szesnaście procent, a dzień zamknęły wzrostem o ponad 10% — na historycznym rekordzie. Cała firma jest teraz warta na giełdzie trzydzieści jeden miliardów złotych.
Seven & I to globalny operator sklepów convenience, czyli małych sklepów codziennych zakupów otwartych przez większość doby — dokładnie takich jak Żabka. Firma działa przede wszystkim w Japonii i Stanach Zjednoczonych, ale od dłuższego czasu jest pod presją inwestorów i szuka nowych źródeł wzrostu. Żabka z kolei, z ponad trzynastoma tysiącami sklepów w Polsce i Rumunii, to dla zagranicznego gracza gotowa platforma convenience w Europie Środkowo-Wschodniej.
Dla Żabki wejście takiego inwestora byłoby potwierdzeniem, że jej model biznesowy jest traktowany poważnie poza Polską — a to ma znaczenie przy planach ekspansji, bo europejska skala wymaga kapitału, know-how i wiarygodności wobec partnerów. Dla inwestorów giełdowych istotne jest coś jeszcze: gdyby Japończycy odkupili pakiet od funduszu CVC, dotychczasowy kluczowy akcjonariusz nie musiałby sprzedawać akcji na giełdzie. Znika więc ryzyko dodatkowej podaży, która mogłaby ciążyć kursowi.
---
Plan dochodów z tegorocznej ustawy budżetowej wydaje się zagrożony — oceniają ekonomiści banku Pekao. Ich zdaniem wpływy z podatków pośrednich, czyli z VAT i akcyzy, będą w całym roku niższe od zapisanych w ustawie o około dziesięć miliardów złotych. Po czerwcu deficyt budżetu państwa wynosi sto dwadzieścia trzy przecinek siedem miliarda złotych, przy czym w samym czerwcu sięgnął piętnastu i pół miliarda — najmniej od stycznia.
Za tym pozornie dobrym czerwcem kryje się jednak jednorazowy zastrzyk: ponad cztery miliardy złotych dywidendy z Orlenu dla Skarbu Państwa. Same dochody podatkowe były większe niż rok temu zaledwie o pół procent, bo wpływy z VAT spadły o blisko dziewięć procent, czyli o prawie dwa miliardy złotych. To w dużej mierze efekt programu CPN, który od kwietnia do końca czerwca chronił kierowców przed wyższymi cenami paliw, ale jednocześnie zaniżał wpływy z VAT-u i akcyzy. W drugą stronę zadziałał CIT — większy o miliard osiemset milionów, głównie dzięki podniesionej od początku roku stawce dla banków.
Według Pekao to właśnie dywidendy i CIT trzymają budżet w ryzach mimo słabszego VAT-u. Ale liczby za ostatnie dwanaście miesięcy dają do myślenia: deficyt w tym ujęciu to dwieście osiemdziesiąt miliardów złotych, czyli już nieco powyżej poziomu zaplanowanego na cały rok. A sama obsługa długu publicznego kosztuje obecnie ponad osiemdziesiąt miliardów złotych rocznie — to dziewięć procent wszystkich wydatków państwa.
---
Podatek od banków może mieć ciąg dalszy. Ministerstwo Finansów ma w ciągu kilku dni otrzymać propozycję kolejnego podwyższenia CIT dla sektora bankowego. Zapowiedziała to minister funduszy i polityki regionalnej po rozmowie z ministrem finansów. Na stole ma być krótki dokument z wyliczeniami i wariantami.
Zwiększone wpływy z CIT miałyby sfinansować podniesienie progu podatkowego w PIT, powyżej którego wchodzi się w stawkę trzydziestu dwóch procent — ze stu dwudziestu do stu czterdziestu tysięcy złotych. Taka zmiana kosztowałaby budżet około jedenastu miliardów złotych rocznie.
Politycznie ten kierunek jest dość oczywisty: banki wciąż notują bardzo wysokie zyski, a rząd ma coraz więcej kosztownych zobowiązań — od ochrony zdrowia po inwestycje i deficyt, który trzeba trzymać pod kontrolą. Jest i drugi argument. Prezydent wielokrotnie zapowiadał weto wobec ustaw podnoszących podatki. Zawetował na przykład podwyżkę akcyzy na alkohol. Ale poprzedniej podwyżki CIT dla banków nie zablokował. Rząd może więc uznać, że to ścieżka, która ma szansę przejść.
---
Globalne dostawy telefonów spadły w drugim kwartale o 11%. Według firmy analitycznej Counterpoint Research cytowanej przez Reutersa, głównym powodem jest pogłębiający się kryzys na rynku pamięci: producenci półprzewodników przesuwają moce w stronę centrów danych i sztucznej inteligencji, a elektronika konsumencka schodzi w kolejce coraz niżej. Droższe czipy to droższa produkcja — i droższe telefony.
Najmocniej cierpią marki z tańszych segmentów. Największe spadki zanotowały chińskie Xiaomi, Oppo i Vivo, których klienci są najbardziej wrażliwi na cenę — podwyżka o kilkadziesiąt dolarów potrafi odsunąć zakup o miesiące. Łączny udział tej trójki w rynku spadł w rok z 35 do 31 procent. Na drugim biegunie są Apple i Samsung. Dostawy iPhone'ów wzrosły o trzy procent, a udział Apple doszedł do dwudziestu procent z siedemnastu rok temu. Samsung radzi sobie jeszcze lepiej: ma dwadzieścia cztery procent rynku wobec dwudziestu przed rokiem, co zawdzięcza flagowej serii Galaxy S 26 i mniejszym podwyżkom na rynkach takich jak Indie czy Bliski Wschód.
Problem w tym, że analitycy spodziewają się podwyżek cen także w segmencie premium — jeśli kryzys pamięci potrwa, nawet Apple nie będzie w nieskończoność brać wyższych kosztów na siebie.
---