---
Rentowność amerykańskich obligacji dziesięcioletnich podeszła w piątek pod pięć procent, najwyżej od 2023 roku. To efekt globalnej wyprzedaży długu: inwestorzy pozbywają się obligacji od Tokio i Sydney po Nowy Jork i Londyn, a koszt pieniądza jest na wieloletnich szczytach. W tle drożejąca ropa — baryłka Brent sięgnęła stu dziesięciu dolarów, o kilkanaście procent więcej w skali tygodnia.
Powód to obawy o trwałą inflację, napędzane trwającą od ponad pół roku wojną na Bliskim Wschodzie i drogą energią. Rynek coraz mocniej wycenia podwyżkę stóp w Stanach — szanse na ruch Fedu na najbliższym posiedzeniu wzrosły do siedemdziesięciu procent z niespełna pięćdziesięciu tydzień wcześniej. Do tego dochodzą rosnące deficyty budżetowe rozwiniętych państw, przez które inwestorzy żądają wyższych odsetek za trzymanie rządowego długu.
Rentowności obligacji są punktem odniesienia dla całego rynku, więc droższy pieniądz oznacza wyższe raty kredytów dla konsumentów i trudniejsze wybory dla rządów, gdy rośnie koszt obsługi długu. Przebicie pięciu procent przez amerykańskie dziesięciolatki część analityków traktuje jako granicę, po której obligacje zaczynają realnie konkurować z akcjami i mogą ściągać kapitał z giełd. To samo otoczenie już wcześniej podbiło polskie rentowności.
---
Rada Polityki Pieniężnej w Polsce utrzymała wszystkie stopy procentowe bez zmian — referencyjna nadal wynosi trzy i siedemdziesiąt pięć setnych procent. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami rynku.
Prezes NBP zapowiedział, że w warunkach wyższych cen energii stopy pozostaną stabilne przez dłuższy czas — do końca roku, być może do połowy przyszłego. To zmiana tonu wobec sytuacji sprzed wakacji, kiedy w grze była jeszcze drobna obniżka; dziś, jak mówi prezes, jest ona nierealna. Inflacja w sierpniu sięgnęła trzech i czterech dziesiątych procent, tuż pod górną granicą celu, a bank centralny widzi ryzyko jej przebicia w kolejnych miesiącach — między innymi przez wyższą od września stawkę VAT na paliwa.
Rada deklaruje gotowość ruchu w obie strony, ale na razie wyraźnie przeważa chęć stabilności. Rynkowe wyceny zakładające trzy podwyżki w ciągu roku Glapiński określił jako wróżenie z fusów.
---
Europejski Bank Centralny podniósł wszystkie trzy główne stopy procentowe o dwadzieścia pięć punktów bazowych. Stopa depozytowa wynosi teraz dwa i pół procent, a kredytowa dwa i dziewięćdziesiąt setnych. Decyzja była zgodna z oczekiwaniami analityków.
Konflikt na Bliskim Wschodzie sprawia, że inflacja ma utrzymać się znacznie powyżej celu przez dłuższy czas. Nowe projekcje podniesiono w górę dla 2027 i 2028 roku — bank spodziewa się trzech procent inflacji w tym roku, dwóch i pół w przyszłym i dwóch i jednej dziesiątej rok później. Prognozę wzrostu również skorygowano w górę, co bank tłumaczy większą od oczekiwań odpornością gospodarki strefy euro.
Prezes EBC zapowiedziała podejście od posiedzenia do posiedzenia, bez zobowiązań co do dalszej ścieżki stóp. Po decyzji euro osłabło wobec dolara, a rentowności niemieckich obligacji poszły w górę.
---
Europejski nadzór giełdowy ostrzega przed ryzykiem nagłej korekty na rynkach. ESMA sugeruje rosnący rozjazd między słabnącymi perspektywami gospodarczymi a wciąż wysokimi wycenami aktywów. Jak podkreśla, optymizm inwestorów nie oznacza, że rynki są odporne na wstrząs.
Im większa luka między pogarszającym się obrazem gospodarki a dobrą koniunkturą na giełdach, tym łatwiej o gwałtowną korektę, jeśli ryzyka się zmaterializują albo nastroje szybko się odwrócą. Urząd zwraca uwagę także na bardzo wysokie ryzyka operacyjne — przede wszystkim rosnące zagrożenia cybernetyczne — oraz na możliwość przeniesienia wstrząsu z rynku kryptoaktywów na szerszy system finansowy, przez coraz silniejsze powiązania.
Tłem ostrzeżenia jest ten sam konflikt na Bliskim Wschodzie, który zakłóca handel i podbija ceny energii, a wskaźnik cen energii w strefie euro dalej rósł w sierpniu. Efektem jest większa zmienność w różnych klasach aktywów — od akcji po obligacje. Przekaz regulatora jest prosty: rekordy na rynkach stoją dziś na niepewnym fundamencie makro.
---
Amerykański producent układów pamięci Micron [majkron] przyzna pracownikom produkcji na Tajwanie nagrody za miniony rok. I teraz uwaga - to premiera równa od trzydziestu pięciu do sześćdziesięciu ośmiu miesięcznych pensji. Minimalna wypłata gotówkowa to 55 tysięcy dolarów.
Decyzja zapadła pod groźbą strajku. Związki domagały się premii z udziału w zyskach, podobnej do tej u konkurentów — Samsunga czy SK Hynix [es-ka hiniks]. We wstępnym sondażu strajk poparło 80 procent pracowników. Wszystko to na tle ostrej rywalizacji o ludzi w tajwańskim przemyśle półprzewodników, gdzie w tym roku brakowało średnio czterdziestu siedmiu tysięcy pracowników miesięcznie.
Napędza ją boom na sztuczną inteligencję, który winduje popyt na zaawansowane pamięci i czyni utrzymanie pracowników priorytetem strategicznym. Micron traktuje Tajwan jako jeden z kluczowych ośrodków produkcyjnych, a szef firmy zapowiedział dalsze zwiększanie inwestycji i mocy. To pokazuje, jak wysoką cenę płacą dziś firmy za dostęp do talentów w sektorze chipów.
---