---
Agencja Moody's obniżyła w piątek rating Polski o jeden poziom — do A3 z A2. Perspektywa jest stabilna. Powód? Trwałe pogorszenie kondycji finansów publicznych i — jak pisze agencja — ograniczona gotowość rządu, żeby odbudowywać poduszki w lepszych czasach.
Moody's spodziewa się deficytu całego sektora finansów publicznych w okolicach siedmiu procent PKB i w tym, i w przyszłym roku — mimo wciąż silnego wzrostu gospodarczego. Sam dług ma urosnąć z sześćdziesięciu procent PKB w 2025 roku do sześćdziesięciu dziewięciu w 2027. Coraz większa część zadłużenia narasta poza krajowymi regułami — w funduszach BGK i PFR — a spór rządu z prezydentem i wybory w 2027 roku ograniczają szanse do oszczędności.
Perspektywę utrzymano na stabilnym, a nie negatywnym poziomie, bo Moody's wciąż zakłada mocny wzrost — trzy i siedem dziesiątych procent w przyszłym roku — i liczy, że po wyborach przyjdzie zacieśnianie, które ustabilizuje dług w okolicach siedemdziesięciu do siedemdziesięciu pięciu procent PKB. Teraz trzy główne agencje oceniają Polskę na tym samym poziomie: Moody's na A3, a Fitch i S&P na A z minusem.
---
Za nami nerwowy tydzień na rynku paliw. Najpierw Arabia Saudyjska ogłosiła, że ogranicza eksport ropy i paliw do Europy — jej rurociąg uszkodzili jemeńscy Huti. W środku tygodnia diesel na większości stacji przekroczył dziewięć złotych za litr, a w hurcie rósł dalej.
Orlen szybko załatał dziurę w dostawach ropą z innych kierunków. Zrobił to sprawnie, ale — jak zwracali uwagę eksperci — surowiec kupowany w takim trybie zawsze kosztuje więcej. Potem pojawiła się niepotwierdzona pogłoska, że uszkodzony rurociąg uda się naprawić szybciej, niż sądzono. Notowania ropy spadły o kilka procent, a w ślad za nimi potaniał diesel w Europie i w polskim hurcie.
Przez moment rynek na serio zastanawiał się, czy litr oleju napędowego dobije do dziesięciu złotych. Na razie ten scenariusz się oddala. Cała historia pokazuje jednak, jak mocno ceny na polskich stacjach zależą od zdarzeń odległych o tysiące kilometrów — i od jednego rurociągu.
---
Na odgórnie zarządzone obniżki cen paliw w ramach programu CPN nie ma co liczyć. Rząd przygotował kolejny projekt ustawy, który w trzy dni przeszedł w Sejmie wszystkie czytania. Można jednak zakładać, że prezydent Nawrocki go nie podpisze — tak jak nie podpisał pierwszej wersji, wskazując, że prawo nie może działać wstecz, a te przepisy właśnie tak by działały.
W nowej wersji rząd zostawił wszystkie budzące wątpliwości konstytucyjne zapisy i ogłosił, że CPN wróci tylko wtedy, gdy prezydent ustawę podpisze. Zamiast więc zająć się samym problemem wysokich cen, kolejne tygodnie zejdą zapewne na wskazywaniu winnego. Przy okazji rząd unika powiększenia dziury w budżecie — nowy CPN miałby kosztować około czterech miliardów złotych.
Prezydent przygotował własny projekt obniżek. Ale i on ma marne szanse, bo sejmowa większość rzadko popiera projekty prezydenckie. W efekcie obie strony będą mogły zrzucać odpowiedzialność jedna na drugą. A paliwa realnie potanieją dopiero wtedy, gdy trwale zakończy się wojna Stanów Zjednoczonych z Iranem.
---
Tymczasem budżet państwa wygląda lepiej niż kilka miesięcy temu. Sierpniowy deficyt wyniósł mniej niż dziesięć miliardów złotych — najmniej od stycznia. Wydatki spadły rok do roku o półtora procent, a dochody wzrosły o dziewięć.
Deficyt liczony za ostatnie dwanaście miesięcy zmalał do 255 miliardów złotych, z 260 miesiąc wcześniej. Jesienią ‘25 roku było rekordowe 300 mld plus.
Pomagają podatki. Wpływy z VAT-u były w sierpniu wyższe niż rok temu tylko o dwa procent, ale CIT urósł aż o czterdzieści, PIT o dwanaście, a akcyza o siedem. Warto pamiętać, że mowa o samym budżecie centralnym — inne części, jak fundusze BGK finansujące zbrojenia, są poza nim.
---
Wszystkie te kłopoty z deficytem i długiem, do tego paliwowy szok, ciążą polskim obligacjom. Tym większym zaskoczeniem było to, że Ministerstwo Finansów sprzedało nowe papiery za jedenaście miliardów złotych. Na tle niedawnej globalnej wyprzedaży obligacji przetarg wypadł całkiem dobrze.
Popyt był ponad półtora raza większy od ostatecznej sprzedaży — najlepsza proporcja od lutego, czyli sprzed wojny amerykańsko-irańskiej. Trzeba jednak pamiętać, że resort przezornie obciął górną granicę oferty z dwunastu do dziesięciu miliardów; przy dwunastu wynik nie byłby już tak okazały. Kupujących skusiły też naprawdę dobre ceny: ministerstwo musiało dostosować się do wyższych rentowności i sprzedało dziesięciolatki z oprocentowaniem sześć i trzydzieści dziewięć setnych procent.
Mówiąc prościej: te same obligacje, które w sierpniu resort sprzedawał powyżej dziewięćdziesięciu pięciu złotych, teraz poszły po niespełna dziewięćdziesiąt dwa. Za dziesięć lat zostaną wykupione po sto złotych, a po drodze co roku zapłacą pięć i jedną czwartą procent odsetek — nic dziwnego, że chętnych nie brakowało. Po przetargu, gdy poprawiła się sytuacja na rynku ropy, polskie papiery lekko podrożały w ślad za światem.
---