---
Złoty wyraźnie osłabł. Dolar kosztuje trzy złote osiemdziesiąt pięć groszy, najwięcej od półtora roku. Euro dotarło w tym tygodniu do czterech złotych czterdziestu groszy, najwyżej od 2 lat. Jednocześnie znów tanieją polskie obligacje. Rentowność dziesięciolatek urosła do sześciu i trzydziestu pięciu setnych procent, a na początku roku było 5,2.
Co ciekawe, nie stoi za tym żadna nowa informacja o polskiej gospodarce. Polski rynek podąża za globalnym. Dolar umocnił się wobec wszystkich walut świata, euro straciło, a złoty poszedł w jego ślady. Rosnące rentowności amerykańskich obligacji pociągnęły za sobą długi na innych rynkach, w tym nasze. Dla porównania: w czasie pandemii polskie dziesięciolatki dawały około jednego i dwóch dziesiątych procent.
Dla Polski to sytuacja podwójnie niewygodna. Wyższe rentowności podnoszą koszt finansowania dużego deficytu budżetowego. Słabszy złoty zwiększa wartość zagranicznej części długu. Podbija też inflację, bo drożeją towary z importu, a wśród nich paliwa.
---
Saudi Aramco poinformowała europejskich klientów, że w październiku nie dostaną ropy w ramach kontraktów długoterminowych. Według Bloomberga decyzja dotyczy wszystkich odbiorców w Europie. Jeśli tak jest, bez saudyjskich dostaw zostanie także Orlen. To kolejny krok po komunikacie sprzed kilkunastu dni o częściowym ograniczeniu dostaw we wrześniu.
Orlen szybko szuka zastępstwa. Zakontraktował już szesnaście alternatywnych dostaw do swoich siedmiu rafinerii. Ropa ma płynąć między innymi z Norwegii, Wielkiej Brytanii, Algierii, Kazachstanu, Azerbejdżanu oraz obu Ameryk. Surowiec da się więc znaleźć, ale kupowany w takim trybie jest droższy niż wynikałoby to z giełdowych notowań.
Baryłka ropy Brent kosztuje w ostatnich dniach nieco ponad sto dolarów, ale ta cena dotyczy dostaw w listopadzie. Na rynku fizycznym ładunki z bliższym terminem są droższe, ostatnio o ponad dwadzieścia dolarów na baryłce. Ta różnica powoli jednak maleje. To sygnał, że rynek stopniowo wraca do równowagi po pierwszym szoku.
---
Na światowym rynku długu robi się coraz bardziej nerwowo. Rentowność trzydziestoletnich obligacji Stanów Zjednoczonych wzrosła do pięciu i czterdziestu sześciu setnych procent, najwyżej od 2 lat.
Przyczyny są znane od dawna. Zadłużenie Ameryki szybko rośnie, a kryzys paliwowy grozi wyższą inflacją. Trend wzmacnia dodatkowo spekulacja. Z rynku wycofują się też niektórzy duzi gracze, na przykład fundusze hedgingowe [hedżingowe]. Przestały one traktować amerykańskie obligacje jako spokojne i bezpieczne miejsce dla kapitału.
Za Stanami idzie reszta świata. W Japonii rentowność dziesięciolatek przekroczyła trzy procent, najwięcej od tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego szóstego roku. W Wielkiej Brytanii jest powyżej pięciu i trzech dziesiątych procent, we Francji powyżej czterech i siedmiu dziesiątych, w Niemczech powyżej trzech i sześciu dziesiątych. To najwyższe poziomy od kilkunastu lat. Jeszcze niedawno te same obligacje w Niemczech i Francji dawały mniej niż zero, a w Ameryce i Wielkiej Brytanii poniżej jednego procenta.
---
Prezydent Nawrocki uważa, że ponownie uchwalona przez Sejm ustawa o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych jest niekonstytucyjna. Jego zdaniem działa wstecz, bo obejmuje zyski od marca dwa tysiące dwudziestego szóstego do końca marca dwa tysiące dwudziestego siódmego roku. Rząd się z tym nie zgadza i powołuje się na nadzwyczajną sytuację wywołaną wojną. Poprzednią wersję ustawy prezydent wysłał do Trybunału Konstytucyjnego. W spornych fragmentach nowa wersja prawie się od niej nie różni.
Premier Tusk zapowiada, że po podpisaniu ustawy natychmiast uruchomi kolejny wariant programu CPN, czyli obniżek podatków, które mają zbić ceny paliw. Koszt programu - półtora miliarda złotych miesięcznie. Jego zdaniem powinny go sfinansować dodatkowe zyski koncernów.
Prezydent ma własny projekt. Zakłada on czasowe wyzerowanie podatku od sprzedaży detalicznej paliw, możliwość obniżenia akcyzy i ograniczenie marży koncernów. Na razie jednak każda ze stron czeka na ustępstwa drugiej. Wciąż jest więc realne, że żadne nowe przepisy nie wejdą w życie.
---
Prezydent USA poparł pomysł zakazu eksportu oleju napędowego z USA. Żaden dokument nie został jeszcze podpisany, ale presja rośnie. Diesel w Ameryce przekroczył rekordowe sześć dolarów pięćdziesiąt centów za galon, a ograniczeń eksportu przed listopadowymi wyborami do Kongresu domagają się kolejni politycy republikańscy. Dla Europy to zła wiadomość. Po ograniczeniu dostaw z Rosji i Bliskiego Wschodu ubyłoby paliwa od kolejnego dużego dostawcy, a konkurencja o wolne ładunki jeszcze by wzrosła.
Sekretarz skarbu USA poinformował, że administracja bada, czy pełny albo częściowy zakaz jest wykonalny i jak wpłynie na pracę rafinerii. To istotne pytanie. Diesel w Stanach drożeje nie dlatego, że go tam brakuje, ale dlatego, że drożeje na całym świecie. Paliwo zatrzymane w kraju raczej nie znajdzie tam nowych nabywców, więc zapasy będą rosły, a rafinerie w końcu ograniczą przerób. Wtedy spadnie też produkcja benzyny i paliwa lotniczego, a ich ceny mogą wzrosnąć zamiast spaść. Zysk dla Ameryki nie jest więc pewny, a strata dla Europy jest bardzo prawdopodobna.
Europa szuka pomysłu. Prezydent Francji zaproponował, żeby złagodzić normy jakościowe dla diesla i paliwa lotniczego. To pozwoliłoby to unijnym rafineriom zwiększyć produkcję tych paliw nawet o dwadzieścia procent.
---