---
Inflacja w Polsce przyspieszyła we wrześniu do czterech procent z trzech i czterech dziesiątych procent w sierpniu. Tak wynika ze wstępnych danych GUS. Ceny rosną najszybciej od czerwca dwa tysiące dwudziestego piątego roku. Inflacja znów przekroczyła też trzy i pół procent, czyli górną granicę dopuszczalnych odchyleń od celu NBP.
Za przyspieszenie odpowiadają przede wszystkim paliwa. W ciągu miesiąca podrożały o dziewięć procent, a w skali roku są droższe o ponad trzydzieści sześć procent. Według ekonomistów ING same paliwa odpowiadają za mniej więcej połowę całej inflacji. Poza nimi koszyk wygląda spokojnie, a żywność jest nawet o pół procent tańsza niż przed rokiem.
W październiku presja może nieco zelżeć. Prezydent podpisał ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Według zapowiedzi rządu otwiera to drogę do powrotu obniżek w ramach programu CPN, które mają zbić ceny na stacjach. Skala tego efektu zależy od tego, jak szybko obniżki trafią do kierowców.
---
Wielka Brytania może wrócić do Unii Europejskiej. Premier Andy Burnham nie wyklucza takiego scenariusza. Jeszcze w tym roku chce przedstawić kilka wariantów: pozostawienie obecnych zasad, wejście do unii celnej, powrót do wspólnego rynku albo pełne członkostwo. Potem chce szukać społecznego poparcia dla jednego z nich.
Bruksela reaguje ostrożnie, ale życzliwie. Rzecznik Komisji Europejskiej zapewnia, że Komisja jest otwarta na propozycje Londynu. Pozytywnie wypowiedzieli się też prezydent Francji i premier Hiszpanii. Nie wiadomo jednak, czy Brytyjczycy mogliby liczyć na specjalne traktowanie, czy musieliby przejść całą procedurę jak każdy kandydat.
Opinia publiczna jest bardziej podzielona, niż pokazują pierwsze liczby. W badaniu YouGov pięćdziesiąt pięć procent Brytyjczyków popierało powrót do Unii, a trzydzieści cztery było przeciw. Gdy dodano warunek, że kraj nie odzyska dawnych wyjątków od unijnych zasad, poparcie spadało do trzydziestu pięciu procent, a sprzeciw rósł do czterdziestu trzech.
---
Rząd sam przewiduje, że w 2028 roku państwowy dług publiczny przekroczy 55% procent PKB. Tak wynika ze strategii zarządzania długiem na najbliższe lata. To próg, po którym ustawa nakazuje oszczędności. Przy obecnych przepisach oznaczałoby to w budżecie na dwa tysiące trzydziesty rok między innymi zamrożenie płac w sferze budżetowej i waloryzację emerytur tylko o inflację.
Jest też projekt budżetu na przyszły rok. Dochody mają wynieść blisko siedemset miliardów złotych, wydatki prawie dziewięćset osiemdziesiąt miliardów, a deficyt dwieście osiemdziesiąt jeden miliardów. Sama obsługa długu Skarbu Państwa ma kosztować sto siedem miliardów. Rząd zakłada inflację na poziomie dwóch i ośmiu dziesiątych procent, ale część ekonomistów uważa, że będzie wyższa.
Budżet uwzględnia już wpływy z planowanych zmian podatkowych. Pierwszy próg PIT ma wzrosnąć do stu trzydziestu tysięcy złotych, a do stu pięćdziesięciu tysięcy pojawi się stawka dwudziestu czterech procent. Więcej zapłacą największe firmy, bo ich CIT ma wzrosnąć z dziewiętnastu do dwudziestu dwóch procent. Zmiany wymagają jeszcze zgody parlamentu i podpisu prezydenta.
---
Zarząd NBP może zejść poniżej ustawowego minimum. W listopadzie kończy się kadencja wiceprezesa Lipińskiego, a wciąż nie wiadomo, czy uda się powołać następcę. Jeśli nie, w zarządzie zostanie mniej osób, niż wymaga prawo. To może podważyć jego zdolność do podejmowania decyzji.
Procedura wymaga zgody trzech stron. Kandydata wskazuje prezes NBP, powołuje go prezydent, a pod decyzją musi się znaleźć kontrasygnata premiera. Przy poprzedniej próbie kilka miesięcy temu tej kontrasygnaty zabrakło. Sprawę publicznie skomentował Ludwik Kotecki, członek Rady Polityki Pieniężnej, a wcześniej wiceminister finansów w rządzie Tuska.
O sporze pisze też Financial Times. Cytowany przez dziennik główny ekonomista mBanku przypomina, że w sytuacjach kryzysowych to zarząd NBP decyduje o zapewnieniu płynności bankom. Wtedy spór o ważność uchwał mógłby okazać się szczególnie kosztowny.
---
Podatek liniowy dla przedsiębiorców kosztuje państwo dziewiętnaście miliardów złotych rocznie. Tak wynika z analizy dwójki ekonomistów, opartej na danych Ministerstwa Finansów. O tyle mniej na PIT i składce zdrowotnej płacą osoby korzystające z liniówki w porównaniu z rozliczeniem według skali, jak na etacie.
Korzystają na tym głównie najlepiej zarabiający. Do dziesięciu procent podatników o najwyższych dochodach trafia siedemdziesiąt jeden procent korzyści, czyli 13,5 miliarda złotych. Około pięciu tysięcy osób z samego szczytu zyskuje dzięki temu ponad milion złotych rocznie. Liniowo stawka wynosi zawsze dziewiętnaście procent, a w skali powyżej progu rośnie do trzydziestu dwóch.
Nie oznacza to, że po zmianie przepisów budżet zyskałby całe dziewiętnaście miliardów. Przedsiębiorcy mogliby zmienić formę działalności albo sposób rozliczania. Autorzy analizy szacują, że do budżetu wróciłoby około sześciu miliardów złotych. Ostateczny wynik zależałby od konstrukcji reformy i reakcji podatników.
---