---
Energia słoneczna po cichu wyprzedziła atom. W 2025 roku produkcja prądu ze słońca przekroczyła produkcję ze wszystkich elektrowni jądrowych na świecie. W 2026 solary dostarczą już 10% światowej energii. Jeszcze niedawno temu dawały zaledwie 1%.
Ceny paneli spadły do poziomu, który współzałożyciel organizacja think tanku Ember nazywa „obraźliwie tanim". Jeden panel kosztuje poniżej 100 dolarów i produkuje prąd przez 30-40 lat bez żadnych nakładów. W Pakistanie udział solarów w produkcji prądu skoczył z 2% do 24% w kilka lat. W Australii ponad 4 mln domów ma panele na dachu. W Afryce instaluje się 100 tys. paneli dziennie.
Barierą nie są już ceny ani technologia. Barierą są sieci przesyłowe, magazynowanie energii i tempo elektryfikacji. Baterie rozwiązują problem dnia — w Kalifornii solary z bateriami pokrywają już ponad jedną czwartą wieczornego zapotrzebowania na prąd. Pozostaje wyzwanie sezonowe. Nikt nie spodziewał się takiego tempa jeszcze lata temu — mówi ekspert z Oxfordu. Prognozy rok po roku nie doceniały solarów.
---
NASA przyspiesza budowę bazy na Księżycu. Lądowanie astronautów — w ramach misji Artemis IV — planowane jest na 2028 rok. To będzie pierwsza załogowa misja na powierzchnię Księżyca od czasów programu Apollo. Wyścig z Chinami jest znacznie bliższy niż kiedykolwiek musiał być — mówi szef NASA.
Latem przyszłego roku ruszy Artemis III — trzy rakiety wystrzelone w krótkich odstępach z Cape Canaveral. Czteroosobowa załoga w kapsule Orion zadokuje najpierw z lądownikiem Blue Origin, potem ze Starshipem SpaceX. Ale to jeszcze misja orbitalna, bez lotu na Księżyc. Testy skafandrów odbędą się na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.
Zanim astronauci postawią stopę na Księżycu, ich pojazd będzie tam już na nich czekał. Pod koniec tego roku firma z Pittsburgha spróbuje ponownie wylądować łazikiem w rejonie bieguna południowego. Budowa stałej bazy to coś zupełnie innego niż loty w stylu Apollo — mówi astronauta Frank Rubio z załogi Artemis III. To niesamowicie ambitne przedsięwzięcie.
---
Stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze osiągnęło najwyższy poziom w historii pomiarów. Dwutlenek węgla w atmosferze jest teraz o ponad połowę wyższy niż przed erą przemysłową. Roczny przyrost był większy niż średnia z ostatnich lat. Metan i podtlenek azotu też pobiły rekordy.
Każda dodatkowa cząsteczka ma znaczenie, bo zatrzymuje więcej ciepła. Doładowujemy ocean i atmosferę — mówi wiceszefowa WMO- Światowej Organizacji Meteorologicznej. Fale upałów, cyklony tropikalne i ulewy nasilają się szybciej, niż przygotowały nas na to dotychczasowe dane. El Niño może jeszcze podbić stężenie CO2 w tym roku. Suche warunki utrudniają pochłanianie emisji przez lasy i gleby.
WMO zwraca też uwagę na sześciofluorek siarki — gaz stosowany w urządzeniach elektrycznych, którego potencjał ocieplania jest dużo większy niż CO2. Może utrzymywać się w atmosferze ponad tysiąc lat. Rosną też stężenia wodoru. Sam nie jest gazem cieplarnianym, ale jego wycieki mogą napędzać ocieplenie. Transformacja energetyczna jest konieczna, ale musi być robiona mądrze — mówi WMO.
---
Wody wokół Antarktydy gwałtownie się zmieniają. Badanie opublikowane w Nature Climate Change pokazuje, że tak zwana antarktyczna woda pośrednia — czyli duża warstwa obejmująca znaczną część oceanów półkuli południowej staje się coraz bardziej zasolona i gęstsza. Powodem jest kurczenie się lodu morskiego wokół Antarktydy.
Do 2016 roku letnie topnienie lodu dostarczało oceanom trzykrotnie więcej słodkiej wody niż roczny przepływ Amazonki. Od tamtej pory zasięg lodu spadł do rekordowo niskich poziomów, a dopływ słodkiej wody zmniejszył się o jedną trzecią. Poprzednia tak gwałtowna zmiana miała miejsce 130 tys. lat temu.
Oceany pochłaniają większość nadmiaru ciepła i znaczną część CO2 emitowanego przez człowieka. Osłabienie antarktycznej warstwy wody może sprawić, że więcej ciepła trafi w głębiny — a modele klimatyczne nie doszacowują tego efektu. To może oznaczać punkt krytyczny dla cyrkulacji Atlantyku — mówią naukowcy. Większe i dłuższe zmiany klimatu na całej półkuli południowej.
---
Tydzień temu cofnęliśmy zegarki o godzinę. Naukowcy mówią, że to powrót do właściwego czasu dla naszego organizmu. Czas zimowy jest bliższy naturalnemu rytmowi słonecznemu. Jaśniejsze poranki pomagają mózgowi uruchomić kortyzol i wyłączyć melatoninę we właściwym momencie.
Ale jest druga strona. Krótsze, ciemne popołudnia zwiększają ryzyko depresji sezonowej. Z badań wynika, że większość Polaków wolałaby zostać przy czasie letnim. Zmiana czasu działa jak jet lag — tylko bez ruszania się z domu — mówią naukowcy. Nasz zegar biologiczny reaguje na światło, a my nagle przesuwamy mu wskazówki.
Rada na ciemne wieczory — ograniczyć niebieskie światło LED po zmroku. Włączając lampę LED pod koniec dnia, oszukujemy mózg, który myśli, że wciąż trwa południe i blokuje melatoninę. Rano i w południu niebieskie światło jest potrzebne do energii i kreatywności. Wieczorem — tylko ciepła barwa. I przy każdej okazji kontakt ze słońcem na świeżym powietrzu.
---